Lubię ciasta z rodzinnych zbiorów o nazwach w stylu "Tort Henia", "Babka Marysia" czy "Sernik Alina". Przeglądając je można wyobrazić sobie towarzyskie spotkanie kilka-kilkanaście-kilkadziesiąt lat temu. Ktoś kogoś częstuje, ktoś kogoś prosi o przepis, ktoś zapisuje go na znalezionej naprędce kartce wyrwanej z starego notesu. Ktoś odtwarza smak u siebie. To już nie to samo, bo nie te okoliczności, bo inne ręce dotykały poszczególnych składników, bo jajka zniosła inna kura, a ser kupiony został w innym miejscu. Magia własnej interpretacji. Tu miejsce znalazły kulinarne blogi.
Upiekłam sernik. Nie jestem pewna, od której Aliny moja babcia spisała przepis, ale ważne, że wyszedł znakomicie. Nie za słodki, delikatny, bez spodu i jeden z prostszych. A jakie u was królują "imienne" przepisy?
Sernik Alina /forma ok. 24x28, 24 kawałki/
1 kg twarogu półtłustego
1/2 kostki masła (125g)
8 jajek
1 szkl. cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki kaszy manny
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego, rodzynki (opcjonalnie)
Masło utrzeć z cukrem i stopniowo dodawać po jednym żółtku. Dodać zmielony ser, mąkę, kaszę, ekstrakt i proszek do pieczenia. Na końcu dodać do masy ubitą pianę z białek i rodzynki. Wylać do formy wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Piec w 180°C ok. 60 minut.
Studzić w uchylonym piekarniku. Można udekorować lukrem.








